ŚWIATŁOTRYSK

Miasto
Warszawa
Szczegóły

Neon istniejący

 

Lokalizacja: Warszawa, Żoliborz, Park Kępa Potocka
Data powstania: 2009
Autor projektu: Maurycy Gomulicki
Materiał: metal, neon

 

Neon powstał we współpracy z Fundacją Bęc Zmiana i firmą Vattenfall

Realizacja: Hanak Reklama

 

Fotografie: Maurycy Gomulicki
Materiały dzięki uprzejmości artysty

 

Maurycy Gomulicki: „Kiedy na jesieni zeszłego roku zaproponowano mi realizację projektu „parkowego” w Warszawie informując jednocześnie, że stoję wobec możliwości wyboru pomiędzy pracą ze światłem bądź ciepłem, nie miałem wątpliwości, że jest to znakomita okazja dla kolejnej „różowej odsłony”. Mój wybór niemal natychmiast padł na neon jako idealne medium dla takiej interwencji w przestrzeń publiczną.

 

Zawłaszczony niemal całkowicie dla potrzeb reklamy neon przeżywał w naszej stolicy niewiarygodny boom w latach 60-tych znikając powoli z miejskiego pejzażu w miarę gęstnienia socjalistycznego mroku. Niektórym ze szklanych cacek udało się dotrwać radykalnej zmiany naszej rzeczywistości polityczno-społecznej i one jednak skazane były na coraz szybszą zagładę tak ze względu na niechęć do estetyki ściśle utożsamianej z minioną epoką jak i pogoń za europejskim standartem. Niezwyke czujnie zareagowała na tę degenerację piękna Paulina Ołowska reanimując siatkarkę z MDM-u a jej akcja dała impuls kolejnym inicjatywom takim jak projekt muzeum polskiego neonu. Odnoszę jednak wrażenie, że aktualne zainteresowanie zjawiskiem, będące efektem generalnej rehabilitacji powojennego modernizmu czy też czasami nieco bezkrytycznego PRL-owskiego sentymentalizmu, cały czas ma charakter antropologiczny i „zachowawczy” co nie satysfakcjonuje mnie w pełni. Fakt, że chcemy otaczać opieką perły kultury popularnej niewątpliwie godny jest szacunku ale sformułowane potencjały powinny w moim odczuciu być przede wszystkim impulsem do dalszego kreatywnego działania. Jedynie w ten sposób dojść można do wyrafinowania i sublimacji.

 

Neon pojawił się w ostatnich dekadach również w przestrzeni sztuki ale na sposób przewrotny – najczęściej demonstrując pustkę piękna czy patetyczność komercyjnej glorii. A jest przecież w nim coś cudownego: nieziemskie światło uwięzione w giętej szklanej rurce, która pozwala wyczarowywać w przestrzeni nocy ulotne rysunki, nieprawdopodobna intensywność barwy, „superkolor” z krainy marzeń i ekstatycznych wizji.

 

Od dłuższego już czasu staram się zwracać uwagę na potrzebę budowania „kultury rozkoszy”, na niekwestionowalną wartość przyjemności. Już jako student w młodzieńczych dyskusjach chętnie przeciwstawiałem szklance wody szklankę lemoniady używając tej metafory po to by konstatować fakt iż tak w życiu jak i w kulturze istotne jest nie tylko to, co posiada duży ciężar gatunkowy lecz również to, co ulotne, wdzięczne, zachwycające. Dyskurs taki szczególnie adekwatny wydaje mi się w naszej rzeczywistości mentalnej, tak szalenie geo-historycznie zdeterminowanej przez smutek i cierpienie. Jesteśmy nacją poważną i boleśnie doświadczoną, umiemy myśleć, analizować ale jak sobie właściwie radzimy z tematem takim jak uroda życia – ile miejsca w naszej kulturze i sztuce jej poświęcamy? Chwilami wydawać by się mogło, że nigdy nie było tu renesansu, baroku ani rokoka, że tylko Powstanie Styczniowe i Treblinka są istotnymi kontrapunktami naszych dziejów. Spacerując po Warszawie bez ustanku natykamy się na pomniki chwały, męczeństwa czy bohaterstwa, a ja jednak, chcąc nie chcąc wiedząc wiele o przelanej krwi, ciągle uśmiecham się do satyrów i boginek w Łazienkach czy Saskim, cieszy mnie klucz wiolinowy na tyłach Akademii Muzycznej, z nadzieją czekam na kolejną Wystawę Róż. Stąd pomysł na współczesny pomnik lekkości, radości, urody chwili i jej ulotności – życiem można i trzeba się cieszyć, warto o tym przypominać, koncentrować tu uwagę, prowokować takie właśnie doświadczenie.

 

Rozważony pod kątem rozlicznych „za i przeciw” został szereg lokalizacji, ostatecznie wybór padł na Kępę Potocką – ten specyficzny żoliborski park wodny, ulubione miejsce spacerów, które cieszy i oko i duszę. Tętniąca życiem, szczególnie w okresie letnim czy dni wolne od pracy dobrze zniosła prace porządkowe, inwazję deweloperów, „modernizację” nie tracąc swego lirycznego charakteru. W upalne dni funkcjonuje jako swoista dla Warszawy plaża miejska o wiele jednak subtelniejsza i adekwatniejsza niż fascynujące skądinąd w swej absurdalności trawniki na blokowiskach czy wręcz na terenie byłego Getta Warszawskiego. Jeżeli mowa o absurdzie to chciałbym tu powrócić na chwilę do Brzechwowskiej „fabryki dziur i dziurek”, z całą świadomością wystawić pomnik banieczkom umykającym ku powierzchni w szklance lemoniady, niech będzie uśmiechem w stronę tych wszystkich, którzy jak Maja Berezowska umieli celebrować urodę życia mimo wszelkich polskich szarości i czerni.

 

Pisałem o Warszawie, że jest szaro-zielona, że przestrzeń publiczna niesłychanie wdzięcznie przechodzi tu w osobistą. Chciałbym, żeby dalej rozwijała się jako Miasto-Park. To miejsce cały czas idealnie nadaje się do nocnych spacerów, te jednak wymagają adekwatnego oświetlenia a urocze latarnie gazowe z Agrykoli czy bielańskich uliczek nie są jednyną z iluminacji adekwatnych dla somnabulicznej miejsckiej włóczęgi podobnie jak światło świecy nie jest jedynym jakie opromieniać może namiętne pocałunki”.

 

Tekst autorski, Warszawa, czerwiec, 2008